Polskie gazety teatralne mają niewielkie fundusze, niski nakład i ograniczoną liczbę czytelników. Zyski? – nie ma mowy. Chyba, że chodzi o satysfakcję intelektualną...
Smak Becketta
Bajka o powojennych czasopismach teatralnych mogłaby się rozpocząć tak: Dawno, dawno temu (dokładnie w 1955 roku), za siedmioma górami i siedmioma lasami (dokładnie w Polsce) żył sobie poważny pan piszący dramaty i tłumaczący to i owo.
Nazywał się Adam Tarn i bardzo lubił chodzić na zebrania Koła Dramaturgów Związku Literatów. Lubił też pisać. A pisał dużo i na temat. Pewnego dnia udało mu się nawet przekonać Ważnych Ludzi do stworzenia gazety publikującej dramaty i teksty poświęcone dramaturgii. Tak powstał „Dialog”...
Tę historię, w nieco zmienionej formie, można przeczytać w każdej encyklopedii omawiającej szczegółowo kulturę polską XX wieku. Pierwszy numer pisma ukazał się kilka miesięcy później z datą majową. Największym wydarzeniem stała się wtedy publikacja fragmentów Czekając na Godota. Smak awangardowego teatru dla wysuszanej przez lata socrealistyczną rewolucją kulturalną publiczności był jak powiew wiatru w upalny dzień. „Dialog” zyskał sobie więc z czasem miano najbardziej prestiżowego i najważniejszego pisma branży teatralnej.
Miesięcznik poświęcony dramaturgii współczesnej teatralnej, filmowej, radiowej, telewizyjnej – tak brzmi pełny tytuł – jest tylko jednym z wielu pism, które omawiają świat wielkiej i małej sceny. Zajmujący się rejestracją rynku prasowego serwis witryna.czasopism.pl wymienia aż 25 periodyków specjalizujących się w teatrze. Z pewnością jest to jednak przesada (witryna do teatralnych zalicza bowiem także te, w których teatr zajmuje zaledwie jeden z działów), ale i tak w pamięci specjalistów ciągle pozostaje kilka ważnych tytułów: od najstarszego „Teatru”, poprzez „Notatnik Teatralny”, „Didaskalia”, po najmłodsze – powstałe w ubiegłym roku „Foyer” oraz obchodzącą właśnie pierwsze urodziny „Scenę Polską”.
Determinacja na plus (i na minus)
Sytuacja czasopism teatralnych dzisiaj jest taka jak sytuacja czasopism literackich, czyli – niezbyt ciekawa. Problemów jest mnóstwo. Od pieniędzy zaczynając, idąc poprzez pieniądze, a skończywszy na pieniądzach.
– Właściwie od początku nasza gazeta funkcjonuje na granicy istnienia i nieistnienia – mówi redaktor naczelny „Didaskaliów”, Tadeusz Kornaś. – Na każdy numer zdobywamy pieniądze z różnych źródeł, lecz jest to coraz trudniejsze. Ciągle zmieniające się przepisy w przyznawaniu dofinansowania przez Miasto Kraków i Ministerstwo Kultury – naszych głównych sponsorów – powodują, że na przykład na początku roku prawie nigdy nie wiemy na wydanie ilu numerów będzie nas stać.
Z pomocą przychodzi uniwersytet. Wspomagana lokalowo przez UJ gazeta w dużej mierze korzysta więc z pomocy studentów i pracowników uczelni.
– Mamy tylko jeden etat administracyjny – reszta redakcji pracuje wyłącznie dlatego, że chce robić to pismo. Taka determinacja ma oczywiście swoje plusy i minusy, ale to już inna sprawa – dodaje Tadeusz Kornaś, a za nim mogliby to samo zapewne powtórzyć inni naczelni. Szczególnie z „Dialogu” czy „Teatru”.
Z jednej strony do redakcji nie trafiają osoby przypadkowe tylko prawdziwi fascynaci; z drugiej – niepewność finansowa nie zawsze pozwala pracować w komfortowych warunkach.
Nie przelewa się nigdzie. Kłopoty finansowe odbijają się na nakładzie (ok. 2 tys. egzemplarzy większości tytułów) oraz częstotliwości (miesięczniki ukazują się czasem w odstępach dwumiesięcznych, dwumiesięczniki – w kwartalnych, itd.). Nawet „Dialog” – patronacki tytuł Biblioteki Narodowej, czyli czasopismo, wydawałoby się, najbardziej chronione – nie zawsze ukazuje się na czas.
Wyjątkiem na tym tle są „Scena Polska” i „Foyer”. – Nakład gazety sięga 25 tys. egzemplarzy – opowiada Jacek Rakowiecki, redaktor naczelny „Foyer”. – Większość z nich rozdawana jest w kilkudziesięciu teatrach. Ledwie część zostaje rozprowadzana albo w sieciach kolporterskich albo bezpośrednio do prenumeratorów. Pismo jednak finansują wydawcy potentata na rynku prasy motoryzacyjnej, „Giełdy samochodowej”.
Sięgać wyżej
W nocie redakcyjnej pierwszego numeru „Dialogu” z 1956 roku czytamy: Będziemy drukować sztuki współczesne – polskie i obce – nowele filmowe, słuchowiska radiowe, libretta operowe, utwory różnego kalibru ideowego i artystycznego – i będziemy je krytykowali, opierając się na konkretach. W krytyce będziemy rozwijali szeroki wachlarz opinii. Takie przesłanie, we fragmencie dotyczącym krytyki, mogłyby zamieszczać w zasadzie także inne teatralne periodyki. W rzeczywistości jednak każda z gazet zachowuje swą własną odrębność i indywidualność. Najstarsza – „Teatr” – oficjalnie głosi pochwałę tradycji rozumianej jako poszanowanie literackich i intelektualnych wartości teatru.
Nieco inaczej „Didaskalia”: - Startowały jako czasopismo studenckie, ale wkrótce ambicje pisma zaczęły sięgać o wiele wyżej – stwierdza Tadeusz Kornaś, dodając: Obok debiutantów pojawiają się na łamach „Didaskaliów” uznani krytycy, a także osoby cieszące się dużym autorytetem, nie tylko w środowisku teatralnym.
Dobór autorów to zresztą sprawa kluczowa. Wśród wybitnych autorów „Dialogu” znajdziemy m.in. Michała Komara, Erwina Axera, Jerzego Kreczmara, Jana Kotta oraz – z młodszych – Piotra Gruszczyńskiego czy Tadeusza Bradeckiego. Do „Foyer” pisują Jerzy Koenig, Jerzy Stuhr czy Zbigniew Zamachowski.
Większość pism drukuje omówienia lub pełne teksty (przoduje w tym rzecz jasna „Dialog”) najważniejszych autorów. Każde z czasopism z dumą obnosi się także z wywiadami z VIP-ami. Niektórzy narzekają, że pogłębione, intelektualne i długie rozmowy kłócą się z efektownymi – ale i rozpraszającymi – zdjęciami. Każde z pism stara się jednak o jak najatrakcyjniejszą szatę graficzną.
Cały ten seks...
- Chcę, by „Foyer” było gazetą opiniotwórczą – tłumaczy Jacek Rakowiecki. Swój entuzjazm i ambicje streszcza hasłem reklamowym: Pokazujemy życie w teatrze, odkrywamy teatr w życiu.
Sukcesy najmłodszych w drużynie prasy teatralnej dowodzą, że dzisiaj bardziej niż tradycji czy historii do prowadzenia czasopisma teatralnego potrzeba jest świeżych pomysłów, odwagi i szerokich horyzontów. Specjaliści informują, że znaczna część prasy – przede wszystkim ze względu na koszty – przeniesie się wkrótce do sieci. W ten sposób znika już ceniony za kronikarską skrupulatność „Ruch Teatralny”. Jego nowa wersja znajduje się w internetowym serwisie pod adresem http://www.e-teatr.pl/ - łatwo i zawsze dostępna, a ponadto – co najważniejsze – na bieżąco aktualizowana. Witryna e-teatr.pl proponuje również wybór najciekawszych artykułów teatralnych, zaczerpniętych z prasy – od specjalistycznej po codzienną.
W nowej sytuacji nieźle radzą sobie także nestorzy. „Dialog” wciąż z niestrudzonym zaangażowaniem śledzi najnowsze i wciąż słabo u nas znane zjawiska szeroko pojętej dramaturgicznej kultury teatralnej czy telewizyjnej. Zjawiska, dodajmy, nierzadko kontrowersyjne. Wystarczy spojrzeć na tytuły tekstów z ostatnich numerów: Wieczór z pedofilem czy Cały ten seks.
Dobrze jest jednak pamiętać, że te wszystkie czasopisma kierowane są do specyficznej publiczności – wrażliwej i, najprawdopodobniej, nieźle wykształconej. To ona właśnie dodaje odwagi także tym, którzy dopiero startują.
Przy Uniwersytecie Adama Mickiewicza w Poznaniu właśnie rodzi się nowe czasopismo – głos młodych ludzi, którzy nie mają specjalnego zabezpieczenia finansowego, ale za to posiadają to, co w tym interesie najważniejsze: potężne zaplecze intelektualne. Nazwali swoje czasopismo „Próba”, bo – jak powiada naczelny magazynu, Marcin Maćkiewicz – stanowi ona przygotowanie, pracę, drogę ku jakiejś intelektualno-emocjonalnej idei. Chcą pisać ambitnie i szeroko o teatrze – interesuje ich szczególnie scena alternatywna i teatr tańca. Są pełni zapału i entuzjazmu. – Dla wielu z nas – mówi Marcin Maćkiewicz – pisanie do tej gazety samo w sobie jest tytułową próbą; często pierwszą konfrontacją z szerszym czytelnikiem.
Czytelnik – oto ostateczna odpowiedź, która zawsze pada na pytanie o sens istnienia czasopism teatralnych. Żeby nikt nie miał wątpliwości.
MARCIN WILK
Marcin Wilk jest literaturoznawcą, krytykiem i dziennikarzem. Nie tylko akademicko zajmuje się gender i socjologią lektury.