playbill
STRONA GŁÓWNA

  AKTUALNOŚCI
Scena Polska
Teatr otwartej przestrzeni
Teatr
Sztuka
Muzyka
Książki
Film
Scena Warszawa
Scena Wrocław
Scena Kraków
Od kuchni
PORTFOLIO
ARCHIWUM
WSPÓŁPRACA
O NAS
KONTAKT



Teatr otwartej przestrzeni

Kiedy francuska grupa teatralna Turbo Cacahuete zorganizowała przemarsz orszaku pogrzebowego przez osiedle mieszkaniowe i wpadła z trumną do sklepu mięsnego, stało się jasne, że ta przestrzeń miejska – i przestrzeń międzyludzka – nigdy nie będzie już taka jak dawniej.

Teatr europejski narodził się pod gołym niebem i pozostał w otwartej przestrzeni aż do X wieku.Przez te z górą piętnaście wieków uprawiający go artyści musieli przystosować się do bardzo rozmaitych warunków. Greckie i rzymskie amfiteatry tudzież areny oferowały im ogromną liczbę widzów oraz, nader często, bogatą oprawę występów.

Jednak działającym równolegle artystom mimu – pośledniego gatunku komedii – musiało wystarczyć prowizorycznie zbite z desek podwyższenie. Tłumek przygodnych przechodniów, który zbierał się wokół nich, miał się dopiero przekonać do ich kunsztu, czemu służyły wstępne atrakcje poprzedzające właściwy występ: akrobacja, żonglerka, naśladowanie i parodiowanie ludzi (najczęściej znanych lub reprezentujących „wysoką” sztukę) oraz zwierząt. Artyści commedii dell’arte często dodawali do tych atrakcji, wśród których szczególnym powodzeniem cieszyły się parodie oracji poetów, uczonych lub prawników, także działania czysto handlowe – sprzedaż „cudownych” leków na wszelkie dolegliwości. Najwyraźniej datki do kapelusza po występie nie starczały im na przeżycie.




Aktor z tłumu

Zanim jednak europejskimi ulicami i placami zawładnęła kameralna commedia dell’arte, znalazły na nich swe miejsce średniowieczne misteria, które w XIII wieku zaczęto przenosić z kościołów na wolną przestrzeń. Misteria i pokrewne im widowiska o charakterze religijnym stopniowo nabrały ogromnego rozmachu. W oksfordzkim podręczniku historii teatru pod redakcją Johna R. Browna znajdujemy opis procesji świętojańskiej we Florencji z roku 1454. Wzięły w niej udział m.in. chór chłopięcy, reprezentacje dwóch gildii kupieckich, obywatele odgrywający w konnej procesji Mojżesza oraz Izraelitów, a także dwustu konnych, którzy tworzyli orszak towarzyszący trzem królom.

Jedna ze scen tej procesji przedstawiała rzymskiego cesarza. W jej trakcie przydarzył się incydent: „Pewien zbyt gorliwy wierny poczuł się dotknięty sztuką, w której pogańskiemu cesarzowi dozwala się na wizję Marii z Dzieciątkiem. Strącił bałwochwalczy posąg z wozu, a odtwórcę roli cesarza ściągnął na ulicę i poturbował. Następnie zaczął wspinać się po ścianie na dach mansjonu, by dosięgnąć dziatek przedstawiających aniołki w niebiańskiej wizji Rzymianina. Gdy ludzie zorientowali się w końcu, że te ekscesy nie należą do treści sztuki, pojmali awanturnika. Świadczy to o tym, że lud Florencji był otwarty na sceniczne eksperymenty, dopuszczając realistyczne naśladowanie gwałtu i przemocy. Nikogo nie dziwił fakt, że aktor może wyłonić się z tłumu, jeśli tego wymaga akcja sztuki.” Jak widać, pomysł umieszczenia aktorów wśród widzów nie narodził się w XX wieku – jak byśmy byli skłonni przypuszczać.


Bunt

Gdy w XVII wieku teatr na dobre zamknął się w budynkach, ulice i place pozostawiono artystom pośledniejszego gatunku, uprawiającym tzw. teatr drugiego obiegu. Dopiero wiek XX przyniósł otwarty bunt przeciwko wygodnej kontemplacji ruchomego obrazu, odizolowanego od świata murami, umieszczonego w ramie sceny. Kulminację tego buntu przyniosły burzliwe lata 60. Współlider legendarnego The Living Theatre, anarchista Julian Beck, grzmiał: „Czy to jest miejsce dla ludzkich istnień – ta insynuacja z pluszu i złota, ta wystawność schodów, ta złudna wielkość kandelabra, ten nowoczesny wystrój teatralny? O, architekturo potentatów! O, opary pieniądza! (...) Ściany odosobnienia! (...) Kiedy siedzę na pluszowym fotelu, (...) czuję, że jeśli ktoś zapłacze, jeśli umrze człowiek, będzie to mi tylko przeszkadzało. Nie jestem przygotowany, aby reagować na życie. Tylko patrzę. (...) Czy przyszedłem tu, żeby umrzeć, zamarznąć? Jak mogę się przedrzeć ku uczuciu?”

Marzenia o teatrze współuczestnictwa łatwiej było zrealizować w otwartej przestrzeni, gdzie role widza i aktora nigdy nie były i nie są nadal skrępowane zasadami „porządnego zachowania się”, wpajanymi mozolnie naszym pociechom od pierwszej przedszkolnej lub wczesnoszkolnej wizyty w teatrze. Na otwartej przestrzeni placu, ulicy, parku czy nawet dziedzińca jesteśmy „u siebie”. To teatr przychodzi do nas i musi się dostosować do panujących tu reguł zachowania, które na ogół nie sprzyjają skupionej kontemplacji scenicznych wypadków. Teatralny spektakl staje się po prostu jednym z wydarzeń na ulicy – przygotowanym, zaplanowanym, zrealizowanym w zgodzie ze swym scenariuszem, lecz jednak o wiele bardziej „wychylonym ku niespodziance” niż przedstawienie w teatralnym budynku.


Szok dla ulicy

To ostatnie zresztą też jest zawsze wydarzeniem integrującym sceniczną fikcję i rzeczywistość z ulicy, tyle że nader rzadko o tym chcemy pamiętać. Niektórzy artyści otwartych przestrzeni wręcz prowokują niespodzianki – najlepsi spośród nich nie liczą na tani efekt, lecz na odnowienie społecznych więzi poprzez ożywczy wstrząs. W 1994 roku francuska grupa Turbo Cacahuete zorganizowała w czasie poznańskiego festiwalu Malta przemarsz orszaku pogrzebowego przez osiedle mieszkaniowe i wpadła z trumną do sklepu mięsnego, wywołując panikę i oburzenie. Gdy następnego dnia francuscy prowokatorzy usiłowali wepchnąć trumnę przez okno do szpitala, a na koniec wsiedli z nią do jadącego na cmentarz tramwaju, dyskusjom nie było końca. Przestrzeń miejska i przestrzeń międzyludzka zostały radykalnie przekształcone i umieszczone w nowym, dającym do myślenia kontekście. Natomiast artyści z Turbo Cacahuete zaryzykowali konfrontację z ulicą, zdając się na żywe, nie zawsze życzliwe i przyjazne interakcje z przechodniami wchodzącymi na moment w role widzów.

W miarę upowszechniania się widowisk pod gołym niebem, tracą one walor prowokacji i stają się coraz częściej „municypalnym świętem”, zorganizowanym dla turystów, promocji miasta i „przyciągnięcia do kultury” ludzi, którzy nigdy nie przekroczyli i nie przekroczą progu teatralnego budynku. Jednak mimo wszystko niespodzianka jest nieodłączną cechą życia ulicy, więc zwolennicy Nieoczekiwanego mogą liczyć na spełnienie swych tęsknot nawet w trakcie tych, zdawałoby się, raz na zawsze uładzonych i oswojonych wydarzeń.


Juliusz Tyszka


Dr Juliusz Tyszka jest teatrologiem, adiunktem w Instytucie Kulturoznawstwa UAM w Poznaniu. Wśród jego zainteresowań naukowych znajduje się m.in. teoria widowisk, teatr alternatywny w Polsce i teatr amerykański. Ostatnio wydał monografię pierwszego dziesięciolecia Teatru Ósmego Dnia



Copyright ©2004 - 2007 MEDIA POLSKA Sp. z o. o. All rights reserved.
tel: +48 (12) 4310301  e-mail: info@mediapolska.pl