playbill
STRONA GŁÓWNA

  AKTUALNOŚCI
Teatr
Dramat z ekspresową dostawą do domu
www.dramat-art.com.pl
Od kuchni
Książki
Scena Warszawa
Wydarzenia
Scena Kraków
Muzyka
PORTFOLIO
ARCHIWUM
WSPÓŁPRACA
O NAS
KONTAKT



Dramat z ekspresową dostawą do domu
Propozycja – alternatywa – hipoteza pozytywna – hipoteza negatywna – wybór – konkluzja. Gdy w roku 1970 Francuz Georges Perec opublikował Podwyżkę – dramat napisany na wzór prostego programu komputerowego – krytycy uznali jego dzieło za znak czasów: oto Arystotelesowskie kategorie dramatyczne, odzwierciedlające możliwe relacje pomiędzy człowiekiem, bogami i losem, zastąpione zostały operacjami logicznymi.Cyborgi nie są przecież zdolne do odczuwania tragizmu.

Tym większe obawy towarzyszyły procesowi upowszechniania się internetu. Wbrew kasandrycznym zapowiedziom okazało się jednak, że słowo pisane ma się całkiem nieźle; co więcej, użytkownicy czatów czy messengerów zupełnie nieświadomie w czasie rzeczywistym tworzą teksty dramatyczne idealnie wypełniające zasady jedności czasu, miejsca i akcji, gdzie dialogowi (o określonym tonie i głośności, sygnalizowanymi rozmiarem czcionek) towarzyszą zwięzłe didaskalia-emotikony, sugerujące emocje, cechy fizyczne czy działania. W ten sposób przekazać można bardzo wiele – na przykład w 1994 roku odbył się sieciowy „spektakl” HamNet – „aktorzy” wystukiwali na kanale IRC odpowiednio zmodyfikowaną treść Szekspirowskiej tragedii, w której słynny monolog zaczynał się od „2b............ or not 2b... :-( ”, zaś Duch Ojca namawiał Hamleta do skutecznego „wylogowania” Klaudiusza z czatu..

Dramat na czacie jednak – choć uczestnicy zmieniają kostiumy płci, wieku i osobowości w tempie godnym rewii – nie ma wiele wspólnego z żywym teatrem. Jest raczej późnym wnukiem poczciwej powieści w listach. A może raczej niepoczciwej – niedościgłym wzorcem uczuciowych dramatów wciąż przecież pozostają Niebezpieczne związki de Laclosa.... Paradoksalnie, dziś właśnie słowo objawia swoją prawdziwą potęgę. Na różnych piętrach opowiadają o tym dramaty wystylizowane na internetowe dyskusje, na przykład Cz@t Krzysztofa Rudowskiego, odzwierciedlający nowy model nawiązywania znajomości i komunikacji („ Cze. Ty k czy m?”), a zarazem – co chyba ciekawsze – ukazujący wielopiętrowość iluzji, prawdziwe niebezpieczeństwo tkwiące nie po drugiej stronie sieciowego łącza, ale w wyobraźni: „Wyszkolone kurtyzany uprawiają z nami wirtualną miłość, starzy udają młodych, młodzi starych. To, co wydaje się nam odkrywcze, powtarzane jest wielokrotnie na tysiącach różnych czatów. Te same osoby mają kilka, kilkanaście nicków, i pod różnymi postaciami mamią nas swoją wiedzą, niewiedzą, erotyzmem, infantylizmem, taktem, wulgarnością.” Znacznie prościej fenomen ten przedstawiają bohaterki Nudy Grzegorza Sławińskiego, jak gdyby współczesnej wersji filmu Dziewczyny do wzięcia.

III: nienawidzę pisać.
I: mnie, jak mam coś napisać to się dosłownie rzygać chce.
II: mnie to od razu ręka boli.
III: a mnie głowa.
IV: ja mogę pisać, tylko bez ortografii.
III: najlepiej na komputerze.
I: na komputerze nie potrzeba ortografii.
III: najlepiej pisać na czacie.
I: fajnie jest poczatować.
III: ja kiedyś czatowałam i było super.
II: to znaczy?
III: no gadałam z takim jednym.
II: i co?
III: on był super.
IV: co gadał?
III: no np. pytał co lubię robić.
IV: i co?
III: albo chciał się umówić.
I: to znaczy?
III: chciał gdzieś pójść.
II: i co?
III: i nic. Fajnie się gadało.
IV: poszłaś z nim?
III: co ty! Przecież go nie znam!
II: to po co z nim gadałaś?
III: bo fajny był.
I: na czacie wszyscy są fajni.
IV: bo nikogo nie widać.
III: i można pogadać.
II: ja bym tak nie mogła gadać, jak nikogo nie widzę.
IV: co ty! Wiesz jak fajnie.
III: tak jest fajniej.
I: nie trzeba się spotykać.
IV: i wszyscy są fajni.
III: nasi nie są fajni.
I: tylko by chcieli się spotykać.
IV: i nie chcą gadać.
I: lepiej żeby pisali.


Grzegorz Sławiński Nuda
(fragment)
www.dramat-art.com.pl


Czasami taka rozmowa w sieci ewoluuje w kierunku zabawy w teatr. Autorzy blogów kreują wycinki ze swojego życia na teksty dramatyczne czy też scenariusze filmowe; zaskakująco dużo znaleźć też można w sieci stron uczniowskich, gdzie w mniej lub bardziej celnych parodiach klasyki (przede wszystkim Szekspira) przegląda się życie szkoły, a wcieleni w groteskowe postaci znienawidzeni nauczyciele dostają za swoje. Kto wie, może wśród nich znajdzie się jakiś następca czternastoletniego Alfreda Jarry, który Ubu Króla napisał przecież na złość swojemu historykowi....

Bawią się także starsi – dawne bigosy i domina literackie zastępują rozmaite formy kolektywnego tworzenia, konkurowania i kontrolowanych ingerencji w dzieło online. Jednym z pierwszych, którzy tworzyli w ten sposób, był Niemiec Rainald Goetz; jesienią podczas intermedialnego forum teatralnego Bazart.fr w Krakowie odbędzie się premiera czytana e-dramatu – utworu, którego poszczególne postaci (wybrane z propozycji internautów), a później sceny wymyślane i konstruowane są wirtualnie.

Wymienione przez mnie przykłady zaliczyć należy w poczet prób rozbicia tradycyjnej formy dramatycznej. Ale internet to także wielka biblioteka, ogromna tablica ogłoszeniowa i otwarte biuro pośrednictwa. Możliwościami otwierającymi się dla dramatu w erze globalnej sieci bardzo szybko zainteresowały się agencje dramaturgiczne, reprezentujące prawa autorów i tłumaczy. Najszerszą ofertą i największymi osiągnięciami może poszczycić się Agencja Dramatu i Teatru „ADIT” (www.dramat-adit.pl), która zajmuje się nie tylko promocją współczesnej dramaturgii obcej (tak głośne nazwiska, jak Edward Albee, David Mamet, ale też Woody Allen czy... Marylin Manson) w Polsce, ale też – odwrotnie – nowych polskich sztuk za granicą (m.in. Jerzy Łukosz, Ingmar Villqist, Lidia Amejko i Michał Walczak). Zainteresowani odbiorcy mogą przeglądać teksty pod kątem zarówno liczebności i płci obsady, jak i gatunku; większości tytułów towarzyszy dokładniejsza klasyfikacja i zwięzłe streszczenie akcji. Podobną działalnością trudni się niedawno założona Agencja Teatralna BIS (www.atbis.pl), z tą różnicą, iż skupia się głównie na dramaturgii lżejszej (komedie, farsy, sztuki muzyczne).. Gros reprezentowanych przez obie agencje autorów doczekało się już inscenizacji w dużych i małych teatrach, co dobitnie świadczy o zasadności ich istnienia. Przy czym sieciowa forma promocji nie chce konkurować w żaden sposób z klasycznymi, papierowymi publikacjami – „ADIT” wydaje wręcz teksty własnym nakładem.

„Napisałem sztukę, czy ktoś wie gdzie można ją zamieścić w internecie i jak to zrobić? To mój debiut i zupełnie nie mam pojęcia, co dalej z tym zrobić” – taki wątek pojawił się niedawno na jednym z forów poświęconych teatrowi. Jeden z wielu o podobnej treści. A przecież możliwości jest tak wiele. Niektórzy decydują się na założenie strony prywatnej i zamieszczenie na niej własnej twórczości. Zarówno raczkujący debiutanci, jak doświadczeni twórcy mogą pochwalić się własnymi stronami; postępujący w ten sposób autorzy unikają cenzury administratorów stron, ale zarazem izolują od środowiska, którego siła tkwi przecież w zróżnicowaniu.

Liczne teatry i domy kultury ogłaszają na swoich stronach WWW konkursy na dramat (laureaci z reguły doczekują się próby sceny bądź publikacji). Na znacznie dalej idąca niezależność pozwalają z kolei strony poświęcone szeroko rozumianej twórczości literackiej czy szerzej – artystycznej, na przykład określony przez założycieli jako „republika otwartych umysłów” serwis www.poema.art.pl, gdzie dziełom klasycznym i tekstom krytyczno-analitycznym opiekunów poszczególnych podstron-działów towarzyszy prężnie rozwijający się dział debiutów, w którym pojawiają się także nazwiska autorów zdecydowanie bardziej doświadczonych. Podobny charakter ma na przykład serwis http://czytaj.org oraz Galeria Dramatu www.astercity.net/~dramat/>www.astercity.net/~dramat/

Wbrew pozorom, serwisy te to nie Hyde Park, w którym każdy gość wykrzyczeć może, co mu gra w duszy i leży na wątrobie. Publikowane sztuki przechodzą selekcję. Najdokładniej kryteria publikacji określają redaktorzy Galerii Dramatu, publikujący online „teksty sztuk, które zostały nagrodzone lub wyróżnione w różnego rodzaju konkursach, opublikowane lub wystawione na niewielką skalę, oraz takich, które w inny sposób zwróciły naszą uwagę, a mimo to nie są znane i upowszechniane.” I faktycznie, autorzy to doświadczeni dramatopisarze – co niekoniecznie znaczy, że popularni.

.............
Beata Miętus:
Dlaczego zdecydowałam się opublikować swoje dramaty w sieci?
Zależy mi, żeby to, co piszę mogło docierać do jak najszerszej liczby ludzi. Witryna Dramat-Art, założona przez Pawła Jurka ma dużo odsłon, z czego można wnioskować, że dramaty na tej stronie są czytane. Poza tym o inscenizację w dzisiejszych czasach trudno, a próby czytane w polskich teatrach nie są codziennością.
Co daje taka prezentacja autorowi? Muszę przyznać, że liczyłam na więcej. Dostałam trzy lub cztery maile od osób, które przeczytały, chociaż jeden z moich dramatów na stronie, ale nie były to osoby z tzw. branży.”
.................


„Z reguły zgłaszają się do mnie ludzie utalentowani. Nie przeprowadzam jakiejś szczególnej selekcji, nie oceniam tekstów i nie cenzuruję. Odrzuciłem kilkunastu autorów, których teksty po prostu nie dały się czytać (sam jestem nie tylko dramaturgiem i scenarzystą, ale też absolwentem wiedzy o teatrze)” – tak o swoim przedsięwzięciu Dramat Art – Dramaturgia Współczesna (www.dramat-art.com.pl) mówi Paweł Jurek – śmiały dramatopisarz i scenarzysta popularnych telenoweli w jednej osobie. Jego strona to osobne i godne szczególnej uwagi zjawisko: publikowane są tu całe teksty dramatyczne (także scenariusze filmowe), wraz z sylwetkami dramatopisarzy, wzmiankami o nagrodach, publikacjach papierowych, czytaniach scenicznych, premierach w teatrze żywego planu, radia i telewizji. Znaleźć tu można najgłośniejsze nazwiska: Doman Nowakowski, Paweł Mossakowski, Katarzyna Grochola, Maciej Wojtyszko, Tomasz Man... Sąsiadują ze sobą tradycjonaliści i eksperymentatorzy, teksty „dobrze skrojone” i totalnie wydawałoby się niesceniczne, dokumentalność i liryzm. Teksty, w których bohaterowie dialogują poprzez automatyczne sekretarki, smsy i maile, stanowią jedynie niewielki odsetek całości – większość wygląda tak samo, jak w erze Gutenberga. Tak czy inaczej, strona pozostaje najbardziej reprezentatywnym zbiorem najnowszego polskiego dramatu.

Dlaczego internet cieszy się aż takim powodzeniem wśród dramatopisarzy? Scenarzysta, autor wielu sztuk zrealizowanych w Teatrze Telewizji, Paweł Mossakowski, odpowiada: „Bo jest to obieg łatwo dostępny i stwarzający szansę dotarcia do czytelnika. W pewnym sensie nie ma konkurencji: wyłączywszy miesięcznik Dialog nie ma u nas specjalnie możliwości publikowania dramatów.”

Niestety, teatry rzadko korzystają z tej obfitości i dostępności. Szkoda, zwłaszcza, że większość spośród publikowanych dramatów to teksty będące reakcją na aktualne wydarzenia. Im prędzej zostaną wystawione, tym lepiej. Ich język jest barometrem przemian w polszczyźnie (Hary – tytułowy copywriter ze sztuki Mariusza Bielaka zachwala rapując kolekcję odzieży „Look ci poprawi, a także sprawi, że cię pokocha Zocha i Gocha. Więc rusz kulasy, chłopaków z klasy, [...] Łatw browar kasę i ruszaj w trasę”), zawierają aluzje do postaci z pierwszych stron gazet: Jarosław Kisieliński tworzy „aspołeczną farsę science-fiction” Larwy w reakcji na wstąpienie Polski do Unii, z kolei Paweł Sala w sztuce Gang Bang w formie klasycznej tragedii opisuje dzieje seksualnej rekordzistki świata. Tak, jak kiedyś sztuki poświęcano z reguły wielkim postaciom, tak dziś uwaga autorów skupia się na bohaterach masowej wyobraźni. Dzięki temu dramaturg ma szansę realnej konfrontacji z „wersją oficjalną” podawaną przez media, reinterpretacji wydarzeń, wyszukania ich ukrytego sensu – lub podkreślenia jego braku.

Kiedyś autor składał cierpliwie teksty w szufladzie, a gdy uzbierała się ich odpowiednia ilość, mógł je – przy dużej dozie szczęścia – wydać. Publikowane w sieci teksty mają często oznaczony co do dnia termin powstania; niektórzy autorzy modyfikują je i publikują kolejne wersje, których kształt determinowany jest tyle zmieniającą się rzeczywistością, co doświadczeniami inscenizacyjnymi. Krytycy zarzucający polskiemu dramatowi ostatnich dekad eskapizm i ślepotę społeczną powinni czuć się wreszcie usatysfakcjonowani. Zwłaszcza, że dostępne w sieci bogactwo – propozycji, alternatyw, hipotez i wyborów, a także konkluzji – wydaje się nieograniczone.


Autorka jest krytykiem teatralnym, redaktorem gazety teatralnej „Didaskalia”..


..........................
Remigiusz Grzela
Dlaczego zdecydowałem się opublikować swoje dramaty w sieci?
Odpowiedź jest tak prosta, że aż banalna. Na przykład miesięcznik „Dialog” publikuje ok. 10-12 dramatów w roku. Cykl wydawniczy „Dialogu" też jest bardzo długi. Tymczasem stworzona przez Pawła Jurka strona Dramat-Art, z założenia poświęcona polskiej dramaturgii, prezentuje już ponad 140 sztuk. Zaglądają na nią ludzie zajmujący się teatrem, również reżyserzy. Jest bardzo dobrą formą prezentacji, a nawet w pewnym sensie „agencyjnego” pośrednictwa.
Co daje taka prezentacja autorowi?
Czasem odbywają się w Polsce pokazy moich sztuk, w tym „Na gałęzi” w reż. Piotra Łazarkiewicza z Krystyną Łubieńską i Anną Muchą. Zdarza się, że po pokazach odbywają się dyskusje. Publiczność jest do nich przygotowana. Zdarza się, że widzowie mówią o moich innych tekstach. Gdyby nie dramat-art nie zadawaliby sobie trudu dotarcia do nich. A tu wystarczy usiąść przy filiżance cappuccino, przed pracą, a może późną nocą i zamienić rzeczywistość wirtualną w rzeczywistość sceniczną. To wcale nie jest trudne!

Anna R. Burzyńska

Copyright ©2004 - 2007 MEDIA POLSKA Sp. z o. o. All rights reserved.
tel: +48 (12) 4310301  e-mail: info@mediapolska.pl