playbill
STRONA GŁÓWNA

  AKTUALNOŚCI
Muzyka
Scena Kraków
Teatr
Film
Scena Wrocław
Wydarzenia
Postać
W BIAŁEJ LOKOMOTYWIE
Scena Warszawa
Od kuchni
Książki
PORTFOLIO
ARCHIWUM
WSPÓŁPRACA
O NAS
KONTAKT



W BIAŁEJ LOKOMOTYWIE
z Jerzym Satanowskim rozmawia Jadwiga Has


Od dziecka byłeś związany z muzyką poprzez osobę ojca, wybitnego dyrygenta, Roberta Satanowskiego. A jednak ukończyłeś polonistykę. Dlaczego?
– Moja droga do muzyki była dość „kolczasta”.W dzieciństwie ojciec próbował zaszczepić mi muzykę poprzez naukę gry na skrzypcach. Skończyło się na tym, że ze smyczka zrobiłem sobie łuk. Gdy rodzice się rozstali, matka nakłoniła mnie do nauki gry na fortepianie, z czego też niewiele wynikało. Mówiąc prawdę, nie miałem wtedy ochoty na jakąkolwiek naukę. W końcu wylądowałem w szkole średniej z internatem. Tam założyliśmy z kolegami zespół big beatowy, gdzie grałem na gitarze, pianinie i śpiewałem. Ćwiczyłem nocami w łazience, ścierając do krwi palce o struny. Gdy wyrzucono mnie ze szkoły za złe zachowanie, tułałem się po Polsce grając w różnych zespołach, do czasu, kiedy ojciec odnalazł mnie i nakłonił do kontynuowania nauki. Potem wybrałem polonistykę, bo na solidne przygotowania do studiów muzycznych było już za późno. Zawsze dużo czytałem, więc te studia bardzo mnie wciągnęły.

Jaki udział w Twoim powrocie do muzyki miała przyjaźń z Edwardem Stachurą?
– Gdyby nie spotkanie z nim, myślę, że zajmowałbym się krytyką teatralną. Kiedy pokazał mi swoje teksty piosenek, wydały mi się tak niesłychanie odkrywcze, nowatorskie i przejmujące, jak na owe czasy, że obudziły we mnie uśpionego kompozytora. Napisaliśmy ze Stachurą 12 piosenek, które Henryk Baranowski włączył do spektaklu Trucizna, miłość i śpiew. Po udanej premierze posypały się zamówienia i przez wiele lat nie wychodziłem praktycznie z teatru, uzupełniając równocześnie moją muzyczną wiedzę. Potem doszła jeszcze muzyka filmowa. Myślę, że będzie to już moja droga do końca życia.

Jesteś współtwórcą Przeglądu Piosenki Aktorskiej, dorocznej imprezy o dużym prestiżu, cieszącym się wielkim powodzeniem u publiczności. Ostatnio pojawiają się tam nie tylko aktorzy, ale i piosenkarze.
– Piosenka, która mnie interesuje, to piosenka literacka, gdzie słowo jest składnikiem najważniejszym. Muzyka powinna ten tekst wypełniać. Osoba wykonująca taki typ piosenki musi mieć dobrą dykcję, rozumieć tekst i odpowiednio go interpretować. Wykonawca winien też, oczywiście, śpiewać czysto i być muzykalnym. Do tego wcale nie trzeba być aktorem.

Jeden z Twoich ostatnich projektów teatralnych, bo tak określasz swoje spektakle, Zanim będziesz u brzegu z udziałem Hanny Banaszak i Mirosława Czyżykiewicza, zawiera utwory z wielkiej literatury, dobrane pod kątem rozważań o śmierci. Wybrałeś trudny temat.
– Ciemna strona rzeczywistości zawsze była dla mnie bardziej fascynująca. To zapewne cecha charakteru, z którą przychodzi się na świat. Myślę, że odziedziczyłem ją po matce, żyjącej ze stygmatem braku nadziei, osobie wręcz przeraźliwie smutnej. Przedstawienie, o którym mówisz nie jest spektaklem o śmierci, lecz o przemijaniu. Tylko dzięki temu, że rzeczy się kończą, zyskują pewnego rodzaju wagę, wartość. Krótkotrwałość istnienia trzeba zaakceptować, pogodzić się z nią, a nawet budować na niej nadzieję.

Dwa lata temu, w ramach działalności warszawskiego Teatru na Woli im. Tadeusza Łomnickiego, powstała scena muzyczna Biała Lokomotywa. Jesteś jej kierownikiem artystycznym. Tytuł sceny wywodzi się z twórczości Stachury, a jeden ze spektakli Sted, czyli list do pozostałych to swoisty życiorys artystyczny tego twórcy. Czy należy rozumieć, że Twoja fascynacja Stachurą trwa do dziś?
– To nie całkiem tak jest. Jego literatura jest we mnie wrośnięta, stanowi część mojej historii. Natomiast jego los warto przypomnieć każdemu pokoleniu. Zadałem sobie pytanie, jak dziś, w świecie który nas otacza, odnalazłby się Edward, człowiek bezkompromisowy, nastawiony na to, aby być, a nie: mieć, gardzący dobrami doczesnymi, za żadną cenę nie chcący się sprzedać. Wydaje mi się, że to postać na tyle dziś egzotyczna, że może ludzi zainteresować. Stachura jest pisarzem mniej dzisiaj czytanym, a ja chciałbym zachęcić młodych ludzi do przyjrzenia się tej lekturze, tej wizji świata. Trochę się tego obawiałem, bo historia Stachury jest dosyć mroczna. Skończyła się chorobą psychiczną, utratą ręki, a potem dokładnie przygotowanym samobójstwem. Ale jest w tym przedstawieniu również nadzieja. Kończy się ono przecież słowami – „Niech żyje życie!”. Wybierałem do tego spektaklu piosenki, wiersze i listy, które są, moim zdaniem, ciągle żywe i warte przypomnienia.

I dlatego Twoja scena muzyczna nosi nazwę Biała Lokomotywa?
– Biała Lokomotywa to metafora. To pojazd, który z siłą uderza w serce, ale go nie rani. Wydało mi się, że skoro tworzymy scenę, gdzie prezentujemy artystyczną piosenkę opartą na poetyckim tekście, nazwa ta będzie się ludziom z czymś kojarzyła.

Dokąd zmierza dzisiaj Twoja Biała Lokomotywa? Niedawny spektakl Ulica szarlatanów, oparty na poezji Konstantego Ildefonsa Gałczyńskiego, zawiera w sobie już jaśniejsze nuty.
– Gałczyński nie jest jednoznaczny. Nawet jego najmroczniejsze wiersze mają w sobie element dowcipu, a te najdowcipniejsze kryją w sobie melancholię. Na tym polega wielkość jego poezji.

– Czy zamierzasz realizować na swojej scenie również inne projekty, poza własnymi?
– Każdy projekt na scenie Biała Lokomotywa, również ten realizowany przez innych artystów, traktuję jak własny. To ja podejmuję decyzję o tym, co może być pokazane. Chciałbym, aby te spektakle miały jakąś twarz. Mogą być bardzo różnorodne, nawet z dziedziny stuprocentowej rozrywki, jak choćby Sztuka kochania czyli serdeczne porachunki, byleby reprezentowały pewną jakość artystyczną, za którą nie musiałbym się wstydzić. Ilość premier ograniczają fundusze, możliwości pozyskiwania sponsorów, jako że jesteśmy sceną impresaryjną. Wyróżnikiem, od którego nie chciałbym odstąpić za nic w świecie, jest porządne słowo i porządna muzyka.

– Dziękuję Ci za rozmowę, a Białej Lokomotywie życzę pomyślnej podróży.


Jadwiga Has jest pisarką, poetką, autorką tekstów piosenek

Jerzy Satanowski – wybitny polski kompozytor muzyki teatralnej (lista dokonań przerasta ramy tego artykułu...) i filmowej (m.in. Siekierezada, Kobieta w kapeluszu, Dzień świra, także seriale – Boża Podszewka, Ekstradycja). Współtwórca widowisk muzycznych – ale i ich bohater (Satanorium). Współpracował z największymi gwiazdami polskiej sceny i estrady. Uważany jest za prawdziwą instytucję polskiej kultury.


Copyright ©2004 - 2007 MEDIA POLSKA Sp. z o. o. All rights reserved.
tel: +48 (12) 4310301  e-mail: info@mediapolska.pl