Jak karnawał to karnawał!
„Bal wyprawię, lecz nie u mnie. Trzeba przecież żyć rozumnie!” – mówiła słynna Pchła Szachrajka. I rzeczywiście – im dalej od domu, tym bardziej kolorowo...
Niech zatem będzie jak w Rio de Janeiro! Konkurs szkół samby, platformy z półnagimi tancerkami i tancerzami na sambodromach, tłumy turystów. Początki tamtejszego karnawału sięgają 1723 roku, kiedy to czarni osadnicy z Azorów, Madery i Zielonego Przylądka urządzili swoje święto. W 1840 roku w Rio odbyła się pierwsza maskarada białych, a stroje sprowadzono z Europy. Karnawał był świętem, który zrównywał czarnych z białymi, bogatych z biednymi. Dziś w Rio i w karnawałowych pokazach na całym świecie widzom oferuje się profesjonalne widowisko, które ma swoich „aktorów” i „widzów”, reżysera, efekty specjalne i numery akrobatyczne. A przecież związki karnawału z teatrem są znacznie głębsze i silniejsze, bardzo stare i różnorodne.
Przekraczanie granic
Karnawał europejski wywodzi się z antycznych świąt: greckich Dionizji i rzymskich Saturnalii. Podstawowe znaczenie tych wydarzeń zamyka się właśnie w słowie „święto”. To, co zakazane – staje się (w pewnych granicach) możliwe. To, co niewypowiedziane – zyskuje rangę symbolu. By przedstawić tę tajemnicę, Grecy stworzyli dramat i teatr. Szał bachantek rozszarpujących ciało Penteusza w tragedii Eurypidesa to prefigura karnawałowego szaleństwa. Prawdziwy szał bachiczny był dostępny tylko wtajemniczonym i naznaczonym przez Dionizosa. Ten teatralny jest przecież udawany i jako taki dostępny każdemu. Podobnie w karnawale. Przekraczanie pewnych granic (moralnych, obyczajowych, społecznych) – ma tutaj znaczenie symboliczne. Z jednej strony odwołuje się do zachowań mitycznych, z drugiej – pełni taką samą funkcję oczyszczenia jak katharsis w teatrze. Inspiracje antyczne są dostrzegalne do dziś. W Polsce jedną z zabaw karnawałowych było wożenie Bachusa po wsi (konkurowano o tę zaszczytną rolę!). W trakcie słynnego jamajskiego karnawału wielkanocnego w Kingston kandydaci do tytułu króla i królowej calipso śpiewając obrażają się nawzajem. Europejczycy znają zwyczaj wzajemnych wyzwisk (tzw. gefizmata) z komedii Arystofanesa. Rzucano je na moście (stąd nazwa) w atmosferze zabawy, sięgając często po metaforykę erotyczną.
Przez chwilę nie być sobą
Ludowe występy igrców, grajków, żonglerów, mimów dały początek włoskiej commedia dell’arte. Narodziny słynnego karnawału weneckiego ściśle temu towarzyszyły. Stąd pewnie tak silna pozycja maski, rekwizytu stricte teatralnego, i kostiumu w obchodach tego karnawału. Błądząc w labiryncie uliczek i kanałów weneckich, łatwo można odtworzyć atmosferę miasta z XIII w. Właśnie przemknął chudy, wysoki, wyschnięty Pantalone. Za nim stara się nadążyć gruby, ociężały Brighella niosąc kosz z mięsem – podstawą uczty weneckiej. Ostatecznie polski mięsopust to dosłowne tłumaczenie włoskiego carnevale. Kolombina knuje swoje matrymonialne plany, a Arlecchino wraca do domu okrężną drogą.... W sztukach Carla Goldoniego karnawał trwa non stop, wystarczy przypomnieć znakomitą scenę komiczną w Słudze dwóch panów, kiedy Truffaldino zamawia skromną ucztę dla swojego pana, a Brighella korzysta z okazji i wciska mu nadmiar wszelkiego jedzenia (zapewne nie pierwszej świeżości). Każdy z bohaterów ma swoją charakterystyczną maskę, która pozwala mu się schować za określony typ postaci. Ta teatralna odmiana znajduje też potwierdzenie w istocie karnawału. Przez chwilę nie być sobą. Ma to też praktyczny wymiar – anonimowość w robieniu długów hazardowych, nieustalone ojcostwa w żeńskich klasztorach... Doszło do tego, że powstało specjalne prawo karnawałowe, które zakazywało noszenia przez „maski” jakiejkolwiek broni, zabraniało gry w karty (zakaz wstępu do kasyn w karnawałowych maskach obowiązuje we Włoszech do dziś!). Dwa stulecia później zakazano mężczyznom przebranym za kobiety wstępu na tereny żeńskich zakonów. To były czasy...
W stronę komercji
Wykorzystuje się też karnawał do wyrażania poglądów politycznych. W lutym 1989 roku Pomarańczowa Alternatywa przygotowała we Wrocławiu happening Karnawał Robotniczy, znakomicie wyczuwając czas wielkich namiętności i wiszącą w powietrzu atmosferę przemiany i odnowy. W Rio de Janeiro przygotowywane są specjalne platformy z ogromnymi dekoracjami (jak np. o dominacji świata arabskiego w branży paliwowej), ale te obce założeniom karnawału wtręty nie zyskują (podobnie jak bożonarodzeniowa szopka z Beckhamem) aprobaty. Dużo lepsze efekty w promocji daje na przykład specjalna kolekcja mody karnawałowej, którą prezentuje Adriana Lima (wygląda bardzo stylowo...). Jednak pierwotne sensy karnawału ulegają zatarciu i komercjalizacji. Nagość, erotyka i zmysłowość (a nie np. egalitarność) stają się jego znakiem rozpoznawczym. (nawiasem mówiąc proces ten dał początek teatrom rewiowym). Wenecja już nie funduje, jak onegdaj dożowie, trzech dorodnych byków, które zabijano uroczyście na Plac Św. Marka, a mięso rozdawano wszystkim chętnym. Pewne elementy karnawału przejęli za to kibice sportowi (szczególnie piłki nożnej) czy uczestnicy hiszpańskiej La Tomatina, tworząc zarazem kolejne widowiska teatralne...
Karnawał w teatrze
Największą karierę na świecie zrobił balet Michaiła Fokina do suity Camille’a Saint-Saënsa Karnawał zwierząt (tzw. „fantazja zoologiczna”). Jej częścią jest słynna miniatura Umierający łabędź, którą tańczyły m.in.: Anna Pawłowa, Galina Ułanowa, Maja Plisiecka, Alicja Markova, Halina Szmolcówna, Maria Pawińska. Twórcy teatralni chętnie odwoływali się do, znanego choćby z obrazu Pietera Bruegela, toposu walki karnawału z postem. Tak zatytułował swój autorski spektakl Janusz Wiśniewski (premiera w 1984 roku w warszawskim Teatrze Współczesnym), który zamykał jego teatralny tryptyk poświęcony kulturze i tradycji Europy. Nie mogło w nim zabraknąć wizji tych zwalczających się wzajemnie skrajności. Karnawału o pogańskich korzeniach i postu o silnej konotacji chrześcijańskiej. Temu kulturowemu zderzeniu Ewa Wycichowska poświęciła swój ostatni spektakl w Polskim Teatrze Tańca. W mansjonowej przestrzeni tancerze ukazali całe wszechogarniające szaleństwo karnawału i kojące działanie postu. Taki jest przecież sens kalendarza chrześcijańskiego. Już w XV w. jeden z posłów tureckich po wizycie w Rzeczpospolitej donosił Sulejmanowi Wielkiemu: „w pewnej porze roku chrześcijanie dostają wariacyj i dopiero jakiś proch sypany im potem w kościołach na głowy leczy takowe”.
Takie funkcje mogą także pełnić teatr, kino czy opera – wyzwolić od konwenansu i rutyny, dać ucieczkę od codzienności, odkryć ukryte pragnienia i mroki duszy. To tajemnicze regiony i niebezpieczna wiedza. Komu zdarzy się w teatrze, niech przed powrotem do rzeczywistości nie zapomni posypać głowy popiołem. To dopiero zapewnia skuteczność kuracji.
Michał Mizera – z wykształcenia z zamiłowania teatrolog. Powstał z prochu i w proch się obróci, ale zanim to nastąpi, chciałby dla Sceny Polskiej przeprowadzić wywiad z Adrianą Limą.
„Można by powiedzieć – oczywiście z pewnymi zastrzeżeniami – że człowiek średniowiecza pędził żywot podwójny: jeden – oficjalny, sztywny, poważny i ponury, cały w ryzach surowego porządku hierarchicznego, pełen lęku, dogmatów, korzenia się i czci dla autorytetu, drugi zaś – karnawałowo-uliczny, swobodny i pełen ambiwalentnego śmiechu, bluźnierstw, profanowania wszelkich świętości, pełen odbrązowień i sprośności, familiarnego kontaktu ze wszystkimi i ze wszystkim. Oba te żywoty były usankcjonowane, tylko ściśle rozgraniczone w czasie.”
M. Bachtin, Problemy poetyki Dostojewskiego, Warszawa 1970, s. 198.
|