Wyznania rekwizytu
W grze miłosnej wyznanie to punkt zwrotny; list jest idealnym – dyskretnym i bezpiecznym zarazem – pośrednikiem tego wyznania. Sprawy najprostsze lubią się jednak komplikować, nie tylko w teatrze. Posłaniec miłości często zaczyna żyć własnym życiem, trafia w niepowołane ręce, ginie bez śladu, zmienia bieg wydarzeń...
Pisz, pióro...
Zanim stał się ulubionym rekwizytem autorów sztuk bulwarowych, pozwalającym bez problemu przenosić na scenę zarówno powieści epistolarne, jak i fabuły filmów, list „teatralny” przez wieki służył wyłącznie sztuce wysokiej, rozgrywającej się w szlachetnych (bo piśmiennych...) sferach. Kawaler Armado w Straconych zachodach miłości – młodzieńczej sztuce Szekspira – doznaje nagłego przypływu inspiracji pod wrażeniem wdzięków Jacquenetty: „Pisz, pióro, gdyż czuję w sobie całe tomy in folio”. Zaczyna od wymyślnej inwokacji: „Na Niebiosa, piękność twa jest niewątpliwa; uroda twa jest prawdziwa; a samą prawdą jest twa nadobność. Piękniejsza niż piękność, nadobniejsza niż nadobność, bardziej prawdziwa niż prawda sama, ulituj się nad twym bohaterskim lennikiem!” i dalej: „Oczekując twej odpowiedzi, bezczeszczę me wargi na twej stopie, me oczy na twym wizerunku, a serce me na każdej cząstce twojej.” List staje się zatem „pawim ogonem” rozpościeranym dla zachwycenia wybranki. Tak samo zachowują się młody król Ferdynand i jego towarzysze: mimo ślubów ascezy wpadają w niewieście sidła i, miast na fechtunku, czas spędzają na tworzeniu listów miłosnych w formie sonetów.
U Szekspira nieporozumienia rodzą się stąd, iż tak osobiste listy zostają upublicznione, co powoduje konfuzję przyznających się do czułostkowości mężczyzn. Ale już samo doręczanie listu może prowadzić do komicznych qui pro quo lub dramatycznych nieporozumień. W jednym z ulubionych wątków komedii dell’arte niepiśmienny i roztargniony sługa Arlekin myli listy przeznaczone dla różnych osób, a każda z rozpaczliwych prób wyjaśnienia sytuacji gmatwa ją jeszcze bardziej, uruchamiając lawinę gagów i komplikując akcję. Chwyt ten stosowany jest szeroko po dziś dzień w komedii sytuacyjnej i farsie obyczajowej.
-----------------------------------------------
Drogi Ciapuchno!
Czekam cię dziś za kulisami.... Wytłumaczysz mi zapewne list, który otrzymałam. Do widzenia Ciapuchno,
twoja Kamilla
(Stanisław Dobrzański, Żołnierz królowej Madagaskaru)
--------------------------------------------------
Uwodzić słowem
Dramat chętnie wykorzystuje znaną od niepamiętnych czasów prawdę, iż do serca drugiej osoby (zwłaszcza kobiety) łatwiej można dotrzeć przez uszy, niż oczy. W moralistycznej wersji kryje się za tym nauka, by nie oceniać po wyglądzie, lecz starać się docierać do istoty; w wersji cynicznej znaczy to mniej więcej tyle, że bardzo łatwo jest uwieść i oszukać słowem. Tak czy inaczej, perspektywa jest optymistyczna – oto potężna broń, dzięki której można sobie zrekompensować braki majątku, pozycji czy urody.
Najlepiej zdaje sobie z tego sprawę Cyrano de Bergerac, przysłowiowej brzydoty i równie słynnego poetyckiego talentu bohater sztuki Edmonda Rostanda. Odrzucony przez Roksanę, zauroczoną wyglądem prostego żołnierza Chrystiana, zraniony w swej dumie Cyrano zgadza się być posłańcem ich uczucia. Poucza młodzieńca, iż miłość własna kobiet łatwo daje się oszukać, a wymowa więcej znaczy niż szczerość.
-------------------------------------------------------------
Mamy w kieszeniach zawsze, my poeci,
Epistoły do Chloryd, które z łba się kleci,
Z tych będąc, którzy mają za przedmiot westchnienia
Sen tylko, tchnięty w bańkę jakiegoś imienia!”
E. Rostand, Cyrano de Bergerac
-------------------------------------------------------------
Listy pisane przez Cyrano w imieniu Chrystiana są zręczne, ale boleśnie konwencjonalne. Adresatka jednak woli bajania „snute różami i złotem” niż spontaniczne wyznanie miłości przez Chrystiana. Gdy jeden jedyny raz pod balkonem Roksany Cyrano przemawia w imieniu młodzieńca, przy okazji wyznaje swoje własne pokorne uczucie. Język jego nabiera wówczas blasku prawdziwej poezji, podobnie w listach pisanych z pola bitwy, dzięki czemu stopniowo przemieni modną rozkapryszoną pannę w zdolną do wielkich ofiar kobietę. Dziwaczny „trójkątny” romans zmieni się tym samym w tragiczną, wzniosłą historię miłosną, w myśl, że „nie walczy się tylko w nadziei wygranej”.
Klub samotnych serc
Fakt, iż „sen tchnięty w bańkę jakiegoś imienia” wzbudza częstokroć więcej uczuć, niż osoba z krwi i kości, fascynował mistrza paradoksu – Oscara Wilde’a. Cecylia, młodziutka bohaterka sztuki Bądźmy poważni na serio (Brat marnotrawny) z niewinną, rozbrajającą naiwnością kopiuje modne zachowania zblazowanych dam i kawalerów usiłujących układać swoje życie na wzór romansu i prowadzących skrupulatnie dzienniki swoich realnych i podkolorowanych losów... Największym jej skarbem jest szkatułka z przewiązanym błękitną wstążeczką pakietem listów otrzymanych od bohatera nieustannych plotek i opowieści towarzyskich – niezwykłego młodzieńca imieniem Ernest. Cecylia z godnym autora melodramatu wyczuciem konstruuje pełen perypetii przebieg ich hipotetycznego romansu. Pisze listy nie tylko do, ale i od Ernesta; pozwala, by jej się oświadczył (14 lutego, pod jej ukochanym drzewem, za pomocą pierścionka, który sama sobie kupiła), potem zrywa z nim, przed upływem tygodnia jednak wybacza, jak to w narzeczeństwie...
-------------------------------------------------------------------
Te trzy listy, które napisałeś, kiedy zerwałam z tobą, są tak piękne i tak nieortograficzne, że nawet teraz nie potrafię ich czytać bez łez.
Oscar Wilde, Bądźmy poważni na serio (Brat marnotrawny), z listu Cecylii do Ernesta
------------------------------------------------------------------
W dziełach Szekspira zakochani stwarzali się nawzajem, jak artyści dzieła sztuki. Tymczasem u Wilde’a postaci pod barwnymi dziwactwami ukrywają smutek istnienia, znudzenie i brak nadziei. Symptomy tej samej choroby – choć bez wilde’owskiej karykatury – przedstawił Antoni Czechow. W jego Mewie samotni, niekochani, cierpiący dużo mówią o swojej potrzebie miłości, nie potrafią jej jednak wyrazić i wyznać tym, którzy najbardziej jej łakną. Pseudodialogi, tak charakterystyczne dla twórczości Czechowa, to tak naprawdę rozpaczliwe listy kierowane do bliźnich – i przez nich odrzucane.
Tu też znajdziemy najkrótszy zapewne teatralny list miłosny, zaszyfrowany na maleńkim medalionie, a zarazem – jeden z najdoskonalszych gestów miłosnego oddania. Zaklęcie, które spełni się jak fatum... młodziutka Nina zakochana w Trigorinie wyznaje mu uczucie w bardzo szczególnej formie – kierując go ku zdaniu z jego własnej powieści. Medalion z zagadkowymi numerami odsyła do wersu: „Jeżeli kiedykolwiek będzie ci potrzebne moje życie, przyjdź i weź je”.
W teatrze list miłosny jest zarazem sentymentalnym rekwizytem i niebezpiecznym artefaktem. Pozwala usłyszeć najskrytsze myśli nadawcy, ale też sprzyja kłamstwu, skrywając czasem prawdziwe emocje za woalem słów. Dzięki teatralnej magii widz doświadcza tego wszystkiego razem z adresatem – może „czytać” list wraz z nim, tak, jakby zaglądał mu przez ramię. Trudno dziś dociec, ile dramatów jest tak naprawdę wielkimi listami miłosnymi napisanymi przez dramatopisarzy specjalnie dla grającej główną rolę aktorki lub damy zasiadającej w loży. Do dziś przetrwały na scenach głównie te, które powstały z potrzeby serca.
I to powinniśmy zachować w pamięci.
Anna R. Burzyńska
Autorka jest krytykiem teatralnym, redaktorem gazety teatralnej „Didaskalia”
|